Kretowicz Piotr

Archiwum Społeczne Domu Kultury w Łapach
Kretowicz Piotr

Urodził się 18 września 1912 roku w Orenburgu na Uralu – zmarł 1995. Widniała tam tablica z napisem „azjatskije worota”, a więc na pograniczu Europy i Azji. Po Rewolucji Październikowej rodzice sprzedali 2 domy i wyjechali do Polski.

Poprzez Wilno dotarli do Łap. Tu ukończył szkołę powszechną, naukę kontynuował w Państwowej Szkole Rzemieślniczo – Przemysłowej w Białymstoku. Będąc w ostatniej klasie tejże szkoły zaczynał odczuwać kłopoty zdrowotne. Zalecenia lekarza jak na tamte czasy rewelacyjne – Piotr powinien wziąć się za sport.

Ale jak to zrobić, bo dotychczas unikał go, wręcz nie lubił. Brat Leon uczęszczał już na treningi bokserskie, co było bardzo krytycznie przyjmowane przez rodzinę. Po pewnym czasie dołączył do adeptów pięściarstwa również i Piotr. (Zajęcia prowadził Andrzej Grygielewicz, który dojeżdżał z Wilna). W pierwszym swoim „występie” „oberwał” od trenującego zawodnika Przyborowskiego. Po pewnym czasie oddał mu z „nawiązką”. 12 kwietnia 1934 został powołany do odbycia służby wojskowej w Grodnie. Tu podniósł swoje kwalifikacje pięściarskie. Zajmował się również fotografiką, wykonując zdjęcia kolegom; otrzymywał za nie po 20 groszy od sztuki.

Śmierć Marszałka Józefa Piłsudskiego zastała go w 76 pp. w Grodnie. Do rezerwy został przeniesiony 1 października 1935 roku. Na pewien czas trafił do Hajnówki i tam szkolił bokserów w klubie Przysposobienie Wojskowe Leśników. W tym czasie ukończył kurs przodownika boksu i powrócił na krótko do Łap.

Otrzymał niebawem ofertę z Radomia, gdzie podjął pracę w fabryce broni (produkowano tam między innymi pistolety visy). Reprezentował również klub Broń Radom.

W wadze średniej został sklasyfikowany na 11 miejscu w Polsce. Zajmował się także szkoleniem pięściarzy. 1 września 1939 roku otrzymał kartę mobilizacyjną i został skierowany do obrony Radomia. Po tygodniu jego oddział wycofał się do Lublina, a następnie Chełma i Włodawy – tu nastąpiło rozbrojenie.

W Kozienicach zatrzymał ich patrol niemiecki i postanowił rozstrzelać. Niespodziewanie pojawia się nieznajoma kobieta ubrana na czarno i prosi o darowanie im życia. Gestapowiec chowa pistolet do kabury. Zostali zaprowadzeni do dowództwa, a następnie przewiezieni do koszar byłego pułku w Radomiu.

Pewnego dnia otrzymał paczkę żywnościową od swojej żony, większość rozdał kolegom, a sobie pozostawił połowę bochenka chleba i mleko.

Pewnego dnia udało mu się odłączyć od grupy. Znając teren jednostki przemknął się pomiędzy żywopłotami i schronił się w klatce schodowej. Po pewnym czasie wyszedł i podążył za oddalającym się wartownikiem. Ten raptownie odwrócił się a P. Kretowicz spokojnie poczęstował go żywnością, za co otrzymał w rewanżu „raus polnische Schweine” – wynoś się polska świnio. Na taki obrót sprawy tylko czekał, więc szybko ulotnił się.

Pan Piotr w czasie swojego życia miał jeszcze wiele zdawałoby się beznadziejnych sytuacji, z których zawsze udało mu się wyjść bez uszczerbku dla zdrowia. Wszystko to zawdzięczał, jak o tym mówił, obrazkowi Matki Boskiej Częstochowskiej, który jeszcze w szkole powszechnej otrzymał od swojej wychowawczyni p. Kiełpszówny. Udało mu się powrócić do Radomia.

Ponownie rozpoczął pracę w tej samej fabryce, gdzie produkowali „visy” dla Niemców, ale wiele z tych pistoletów tajemniczą drogą trafiało również do oddziałów partyzanckich działających w Górach Świętokrzyskich. Za akcję dywersyjną na dworcu w Radomiu, w odwecie Niemcy sporządzili listę kilkudziesięciu zakładników, na której znalazł się p. Piotr. Intuicja czy przypadek sprawiły, że wraz z żoną wyjechali do Łap.

Ponownie uniknął niechybnej śmierci. Niemcy powiesili zakładników. Przez pewien czas ukrywał się i w ten sposób dotrwał do końca wojny.

Opis pochodzi z książki: Sport w historii Łap autorstwa Stanisława Kosickiego.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *